Bądź sobą po angielsku

„Skąd będę wiedzieć, że jestem już sobą?”

Już kilka razy, w czasie różnych dyskusji, słyszałam to pytanie. Szczególnie mocno wgryza się ono w myślenie osób, które mierzą się z przeszłością i starają odkopać z zapożyczonych czy narzuconych wartości, celów i przekonań. Odpowiedź jest na wyciągnięcie ręki, ale trzeba spełnić kilka warunków. 

Panta rhei

Pierwszym z nich jest zadanie odpowiedniego pytania. Przede wszystkim pozbądźmy się tego „już”. Nie istnieje coś takiego jak stała, niezmienna wersja nas. Nawet o charakterze i temperamencie mówi się, że są „względnie stałe” czy „względnie trwałe”. Nawet jeśli dziś zrozumiemy, jacy jesteśmy i czym się kierujemy, za tydzień, miesiąc, rok te dane mogą być już nieaktualne. Nie można więc uczyć się siebie jak przepisu na ciasto. Raczej obserwować i na bieżąco aktualizować informacje o sobie. Życie jest zbiorem doświadczeń. Jeśli je analizujemy i przeżywamy w sobie, zmieniamy się. Na tym też polega rozwój. 

Czasem jednak, zamiast kroku w przód, robimy dwa kroki w tył. Dlaczego te same wydarzenia u jednych zamieniają się w rozwój, a u innych w regres? Często główną przyczyną jest szukanie winy na zewnątrz, trwanie w błędnych przekonaniach (potwierdzanie ich) czy poddawanie się lękom (wewnętrzni sabotażyści). Częścią wspólną tych mechanizmów jest (świadome czy też nie) oszukiwanie się. Tak więc, żeby się rozwijać, trzeba przestać się oszukiwać; trzeba zacząć... być sobą.

Być sobą po angielsku?
„Bądź sobą”, w języku angielskim, można powiedzieć na dwa sposoby. „Be yourself” to wersja podstawowa. Jednak, w mowie potocznej, możemy często spotkać zwrot „keep it real”. Jedna z definicji tego zwrotu to: being true to yourself and honest with others. A jest to nic innego jak kwintesencja bycia sobą.

Nie ma chyba dobrego/ładnego odpowiednika tego zwrotu w języku polskim. Żyj w prawdzie? Żyj szczerze? Dlatego też pewnie „bądź sobą” używamy najczęściej. Ale teraz, mam nadzieję, zaczniesz czytać je bardziej "potocznie". 

Czym "bycie sobą" na pewno nie jest

Na pewno nie jesteś sobą, gdy wartość siebie budujesz na opiniach i ocenach innych ludzi. Koncentrujesz się na tym, żeby się podobać, żeby Cię lubiano, a nie na swoich realnych potrzebach i upodobaniach. Wygłaszasz cudze opinie, swoje zaś wygłosić się boisz. Możliwe, że chorobliwie boisz się odrzucenia. Nie akceptujesz siebie i jesteś przekonany, że nikt Cię nie zaakceptuje z Twoimi wadami. Dlatego ciągle starasz się być bez skazy, a każdy popełniony błąd przeżywasz, jakby miał się zawalić świat. Najgorsze, że może się właśnie wali, ale ten Twój, wewnętrzny. A już na pewno nic się w nim dobrego nie buduje.

Jeśli jesteś teraz w tym miejscu (a, uwierz, jest to bardzo powszechne nie tylko wśród dzieci i dojrzewającej młodzieży), naprawdę warto zacząć myśleć o sobie. Przenieść uwagę z tego, co myślą inni, na to, co myślisz i czujesz TY. 

W powszechnym przekonaniu egoizm jest źródłem zła. Gdy ktoś Cię nazwie egoistą (zwłaszcza ktoś bliski; zwłaszcza jak wiele razy), długo potem możesz mieć problem z zadbaniem o siebie. Tak bardzo przecież nie chcesz owym egoistą być. Ale jak się tak głębiej zastanowić, to właśnie brak poczucia siebie, swojego ego, pcha ludzi w najciemniejsze czeluści ich psychiki. Skutków ubocznych można wymieniać bez liku. 

Zdrowe ego nie jest złe

Szanowanie własnych potrzeb i dbanie o nie (bez poczucia winy!). 
Odkrywanie i rozumienie swoich uczuć czy upodobań. 
Mówienie o swoich emocjach. 
Wychodzenie z toksycznych relacji (niestety, często też z rodzicami).
Dbanie o własne szczęście. 

Tego typu „zachowania egoistyczne” są właśnie drogą do BYCIA SOBĄ. 
Jeśli uważasz, że nie masz prawa do któregoś z powyższych lub „że nie wypada”, a męczysz się, to chyba najwyższy czas na przepracowanie w sobie paru przekonań. To nie jest łatwa droga, ale to, co na jej końcu, wynagrodzi Ci wszelkie trudy. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Projekt 365

A co Ty dziś zrobiłeś dla siebie?